Paradoks futuryzmu Netfliksa
W
tym eseju chciałbym rozwinąć swoją obserwację na temat Netfliksa
i jego produkcji w kontekście nowych mediów. Esej ten dotyczy
kwestii nowego rodzaju dystrybucji i wpływu tej dystrybucji na sferę
ideologii, narracji, poglądów zawartych w jego produkcjach.
Interesuje mnie, jak „okulary”, które nakłada na siebie Netflix
poprzez spełnianie roli ważnego podmiotu współczesnej kultury
masowej, znaczącej instytucji medialnej i zwyczajnie organu
zastępującego nowym pokoleniom telewizję, wpływają na wizje
futurystyczne, na jego przewidywania lub postulaty co do rozwoju i
skutków postępu technologicznego czy społecznego i opowiadanie o
nich. Interesujące jest to, jak Netflix widzi poprzez swoje
produkcje przyszłość ludzkości.
Moim
zdaniem paradoksalne jest to, że będąc podmiotem ściśle
związanym z szybko rozwijającymi się nowymi mediami i jednocześnie
owocem postępu kapitalizmu napędzanego cyfrową technologią,
Netflix sprzedaje widzowi poprzez swoje filmy i seriale pewną
subiektywną narrację o przyszłości, która przecież jest zależna
od tej technologii i jej dalszej ewolucji. Przyszłość jest wszakże
następstwem teraźniejszości, a na jej kształt ma pewien
dyskusyjnie mniejszy czy większy wpływ. Biorąc pod uwagę jego
społeczną popularność, kulturową siłę oddziaływania i
potencjał finansowy, jestem zdania, że jego narracje mogą na
przyszłość wpływać i decydować o jej kształcie. Zdaję sobie
sprawę z ograniczeń, z pewnej nieuchronności rządzącej rozwojem
społecznym i szerzej na to patrząc, historycznym, którego bieg
ciężko jest zmienić pojedynczemu podmiotowi. Jestem jednak
przekonany, że wpływ aktorów społecznych na kształt przyszłości,
szczególnie takiego kalibru jak Netflix, jest możliwy.
Choć
w swoich produkcjach korporacja może forować niezależne wizje
artystyczne, to i tak nie można ich odseparować od współczesnych
przekonań odnośnie właśnie technologii, ale też i uwarunkowań
filozoficznych, socjologicznych, kulturowych etc. Nie można
oddzielić otoczenia, w jakim Netflix funkcjonuje, od wartości czy
poglądów, które umieszcza w swoich produktach. Nawet jeżeli dąży
się do uniwersalizacji pewnych treści, obiektywizacji, stara się
nie przywiązywać wagi do trendów, nie reprodukuje się i nie
powiela znanych wzorców, pretenduje do oryginalności, stara się
tworzyć od podstaw własne, nieinspirowane niczym narracje, to i
tak, chcąc nie chcąc, mówi się językiem, który jest zewnętrzny,
dany, jest konstruowany społecznie i na starcie zawiera już w sobie
pewne wartościowania. Netflix jest na dodatek podmiotem
gospodarczym, toteż gra według zasad, jakie obowiązują we
współczesnym świecie.
Pisząc
o tych zasadach, mam na myśli kapitalistyczne uwarunkowania
działalności Netfliksa. Jest to firma z tak zwanej Doliny
Krzemowej, czyli ośrodka współczesnego drapieżnego kapitalizmu,
perły gospodarki amerykańskiej, ciągle jeszcze geopolitycznie na
świecie dominującej. Netflix to gigant nowoczesnych technologii
związanych ze streamingiem. Kiedy czyta się materiały poświęcone
firmie, rzucają się w oczy głównie dwie rzeczy: po pierwsze, jej
zaprawienie w „kapitalistycznych” bojach po błędach
inwestycyjnych w przeszłości, uodpornienie się na wstrząsy
rynkowe i restrykcyjne bazowanie strategii i taktyk na wyliczeniach
oraz, po drugie – kapitalistyczny etos pracy i zarządzania, który
ma odpowiadać za sukcesy. Bez wątpienia ma to wpływ na świadomość
kadr odpowiadających za dowodzenie sferę ekonomiczną, jak i kadr
odpowiadających za sferę artystyczną.
Moim
zdaniem sam fakt, iż Netflix tak często bierze na tapet motywy
technologiczne w swoich opowieściach filmowych, jest objawem bycia
gigantem technologicznym. Ktoś czynnie kształtujący nowe sposoby
produkcji, dystrybucji czy odbioru treści wydaje się stawiać te
kwestie w centrum swojej uwagi niejako z automatu. Pytania jednak,
które się nasuwają, powinny dotyczyć tego, jak twórcy produkcji
Netfliksa sami widzą rozwój owych technologii. Czy fetyszyzują je
i dostrzegają, czy raczej chcą dostrzegać, tylko jej pozytywny
wpływ? A może wręcz przeciwnie, wieszczą ich obrócenie się
przeciwko ludzkości? Może jednak podejście do postępu
technologicznego Netfliksa jest bardziej zniuansowane? A może nie
jest ani tak, ani tak, ani tak – nie wystarczy, by Netflix
prezentował deterministyczne podejście w kontekście technologii,
co w odpowiedni sposób zaspokajałoby jego ambicje manifestowania
swoich przekonań i co jednocześnie byłoby dowodem na to, że
żywotnie zainteresowany jest kwestiami technologicznymi? Chciałbym
na te pytanie odpowiedzieć poprzez przykłady z seriali i filmów,
które dostępne są na tej platformie.
Ostatni
serial Netfliksa, który obejrzałem z zaciekawieniem od początku do
końca, „The Rain” (2018), opowiada o kataklizmie
spowodowanym przez wirusa stworzonego przez prywatną firmę,
rozprzestrzeniającego się dzięki opadom deszczu. Kontakt z nim
oznacza natychmiastową śmierć, przez co przy pierwszym deszczu
wymiera niemal cała populacja półwyspu Jutlandzkiego. Pozostają
tylko małe grupki ludzi walczące o przeżycie. Po strefie
kwarantanny krążą też oddziały wynajętych przez prywatną firmę
żołnierzy-ochotników, którzy poszukują odpornych na chorobę w
celu stworzenia na nią leku. W swojej recenzji serialu opublikowanej
na portalu „Gazety Studenckiej” napisałem, że „pokazuje on
negatywne strony nadmiernego i źle pojętego rozwoju
technologicznego, a także głupotę oddawania newralgicznych sfer
dla życia zbiorowego w prywatne i żądne pieniądza ręce”. „The
Rain” to bowiem według mnie historia tylko z wierzchu opowiadająca
o losach rodzeństwa duńskich nastolatków i ich kompanów, którzy
wspólnie walczą o przeżycie. To przede wszystkim opowieść o tym,
co może stać się, kiedy biznes w swoim niepohamowaniu żądzy
zysku nie omieszka wykorzystać technologii do swoich niecnych celów.
Tylko i wyłącznie po to, żeby móc zarobić spore pieniądze i
zyskać władzę, firma dysponująca odpowiednią technologią
biologiczną jest gotowa poświęcić kilka milionów istnień. „The
Rain” to obraz, który może ziścić się, kiedy neoliberalna
ideologia i kapitalistyczny prymat, tak niechętne państwu i jego
roli ochronnej wobec społeczeństwa, zerwą się z łańcucha i nie
przejmując się bezpieczeństwem publicznym sprawią, że
technologia stanie się śmiercionośna na szeroką skalę.
Kolejny
serial, który chciałbym przytoczyć jako przykład narracji
Netfliksa o technologii, to „3%” (2016). Jest to historia
o świecie, który dzieli się na ludność żyjącą w slumsach i
elitę, która żyje na utopijnej wyspie. Każdy rodzi się jako
członek biedoty i w wieku dwudziestu lat ma szansę do dołączenia
do grona 3% ludności zamieszkującej wyspę, jeśli tylko przejdzie
„proces”. „Proces” polega na weryfikacji umiejętności
logicznego myślenia, sprawności intelektualnej, kreatywności,
działania pod wpływem stresu i radzenia sobie z presją grupową.
Jest to element swego rodzaju merytokracji, tylko na inny niż znany
nam sposób, bo z pogwałceniem demokracji i praw człowieka. Podział
na biednych i bogatych wynika w tym uniwersum ponownie z hegemonii
działań prywatnych podmiotów. Taki świat zaproponowali
założyciele wyspy, działający w ramach czegoś w rodzaju
start-upu, którzy swój projekt zaproponowali władzom i ostatecznie
wbrew jej woli wdrożyli go w życie. Do utworzenia takiego świata,
gdzie prawie wszyscy prócz tych, którym się powiodło, żyją w
ruinach, młodzi idealiści potrzebowali doprowadzić do katastrofy i
zniszczenia poprzedniego systemu, tym samym skazując na śmierć
niewinnych i nieświadomych niczego ludzi.
Dla
mnie „3%” to wizja, w której postęp technologiczny służy jako
środek do wprowadzania świata dystopijnego, choć dla tych którzy
są już po drugiej, lepszej jego stronie, jest to świat utopijny.
Zaawansowane systemy architektoniczne, elektroniczne, komunikacyjne,
transportowe służą za środek do wprowadzenia wizji, która miała
zastąpić świat nierówności i wprowadziła świat nowych
nierówności, tyle że w ramach innych struktur społecznych i
nowego układu władzy. Technologia posłużyła tu za środek do
realizacji rewolucyjnej woli, podobnie jak miało to miejsce w
trakcie rewolucji bolszewickiej. Modernizując kraj komuniści
narzucali jednocześnie nowy porządek społeczny, o którym to oni
decydowali. Partią w przypadku produkcji Netfliksa są ci, którzy
„procesowi” przewodniczą, to znaczy wierchuszka i lider.
Znamienne jest to, że nie ma tu w zasadzie rozdziału pomiędzy
państwem a korporacją. Korporacja, odziedziczona po założycielach
wyspy, jest tutaj państwem i pełni jego funkcje. Widoczna jest
hierarchiczna struktura wewnątrz władzy, a lud, znajdujący się
poza jej obrębem, nie ma na nią wpływu. Technologia w rękach
korporacji pozwala wprowadzić autorytarny, nieprzyjazny porządek
społeczny, utrzymywany dzięki zdobyczom w tym obszarze. Opór wobec
takiego stanu rzeczy ze strony zwykłych obywateli jest niemalże
niemożliwy, jednak światełko w tunelu pojawia się, kiedy dochodzi
do tarć na górze. To wizja, w której monopolistyczna korporacja,
postępowa i idealistyczna niczym przedsiębiorstwa Doliny Krzemowej,
używa technologii do inżynierii społecznej.
Kolejna
wizja technologiczna Netfliksa, którą z zapartym tchem oglądałem,
to trzysezonowy serial „Podróżnicy” („Travelers”,
2018). Opowiada on o świecie, w którym doszło do katastrofy
wskutek nadmiernego i niekontrolowanego rozwoju technologicznego.
Doprowadził on do prawie całkowitej zagłady cywilizacji. Świat
ten znany jest widzowi jedynie z prolepsis, które wprowadzają do
narracji główni bohaterowie cofający się w czasie do
współczesności, która do upadku świata miała doprowadzić. To w
XXI wieku dzieje się akcja tego poruszającego kwestię rozwoju
sztucznej inteligencji, wyspecjalizowanej broni i nieznanych jeszcze
ludzkości możliwości serialu. Twórcy „Podróżników” chcieli
jak się zdaje powiedzieć, że niekontrolowany przez społeczeństwo
rozwój technologii może doprowadzić do zagłady ludzkości.
Technologia jest tutaj na tyle niekontrolowana, że ludzie urodzeni
po dopełnieniu się tej ścieżki rozwoju, czy raczej regresu, muszą
zmienić bieg historii, by sami mogli żyć. Nierozważność państw,
zachłanność korporacji i uległość mas mają mieć na tyle
poważne skutki, że spełnią się najczarniejsze sny realistów,
ostrzegających dzisiaj przed skutkami globalnego ocieplenia,
rosnących nierówności czy właśnie ślepego rozwoju
technologicznego, nie mającego na uwadze nic poza fruktami płynącymi
z wytwarzania technologii i rozszerzania poprzez nią zakresu władzy.
Technologia
w serialu ma jednak drugie dno, oprócz tego destrukcyjnego i
przynoszącego śmierć niewinnych ludzi – niesie ze sobą nadzieję
na naprawę świata. „Podróżnicy” cofają się w czasie na
polecenie wysoce zaawansowanej sztucznego inteligencji („Dyrektor”),
której rozkazy gotowi są wykonywać, gdyż zwyczajnie ufają, że
zawsze proponuje jak najlepsze rozwiązania, nie będąc obarczona
ludzkimi defektami poznawczymi. Ciekawe jest też to, że wśród
ludzi z przyszłości, wśród tych resztek jeszcze ciągle
trwających przy życiu, pojawia się problem polityczności. Dzielą
się oni na dwa obozy – na gotowych naprawiać przeszłość wedle
rozkazów „Dyrektora”, jak i na opozycję uważające, że
zawierzanie mu jest błędem. Ludzie ich zdaniem powinni bazować na
własnym rozumie i intuicji, a nie na opinii wysoce rozwiniętej
technologii, która nigdy nie będzie tym samym, co jednostka ludzka.
„Podróżnicy” wydają się być diagnozą drapieżnego,
nieracjonalnego w swoim rdzeniu kapitalizmu, który finalnie
zaprowadzi ludzkość na manowce. Fetysz ciągłego wzrostu,
globalizacja, niezważanie na środowisko naturalne, powiększanie
rozjazdu między klasami i grupami poprzez niezdrowy porządek
społeczny i nade wszystko brak kontroli nad postępem
technologicznym, który przecież owe nierówności powiększa – to
wszystko ma być zarzewiem upadku cywilizacji. Każdy, kto posiada
trzeźwy ogląd rzeczywistości, jest świadom, że do tego może
prowadzić obecny stan rzeczy. Serial ten przypomina, że rozwoju
technologicznego nie da się powstrzymać w sposób naturalny, za
pstryknięciem palca. Ludzkość nie jest na tyle odpowiedzialna, by
powstrzymać się od destrukcyjnych działań w warunkach ciągłego
dążenia do gromadzenia jednostkowego bogactwa. Kieruje to wzrok w
stronę racjonalnego odgórnego zarządzania światem. Przypomina
również, że ostatecznie rozwój technologiczny sam w sobie jest
destrukcyjny, podobnie jak o przedsiębiorczości pisał Schumpeter –
zawsze niszczy obecny stan rzeczy, ale robi to w sposób twórczy,
dostarczając nową wartość. Destrukcyjność jest więc wpisana w
jej naturę.
Nie
mogłem w tej analizie pominąć oczywiście serialu „Czarne
lustro” (Black Mirror, 2011), który obfituje w wątki
technologiczne. Jest to przypadek o tyle ciekawy, że każdy odcinek
tego serialu ma odrębną fabułę i technologia w każdym z nich
przynosi nieco inne skutki społeczne. „Black Mirror” często
proponuje wizje, nomen omen,
czarne. Technologia ma być
wprost
wykorzystywana do niecnych
celów, zniewalania
człowieka, niszczenia go. Z
drugiej strony jest tak, że technologia teoretycznie
ma ułatwiać życie, jednak
praktyka weryfikuje takie
„udogodnienia” i
prędko
obracają się one przeciwko
ludzkości,
zamieniając życie w
koszmar. W
trzecim odcinku pierwszego
sezonu, Cała twoja historia,
widzimy obraz świata, w
którym technologia służy
do zapewnienia bezpieczeństwa
społecznego. Z pozoru błaha i nieszkodliwa
opcja nagrywania
wspomnień ma służyć
weryfikacji, czy
dana osoba
nie złamała
prawa i nie zagraża innym.
Ta wizja
rozszerzenia instytucjonalnej prewencji państwa ma
swoje pozytywne strony, chociażby
w postaci możliwości dosłownego dzielenia się wspomnieniami ze
znajomymi czy przypominaniem
sobie najpiękniejszych
momentów swojego
życia. Problemem
może być dopiero wtedy, kiedy okazuje się, że niczego nie da się
tak naprawdę ukryć – ani
przed najbliższymi, ani przed władzą, choćby
się miało jak najczystsze
intencje. W odcinku
Na łeb na szyję
kreowana jest wizja wszechwładzy
mediów społecznościowych.
Nieco karykaturalna historia
Lacie pokazuje,
co się stanie,
kiedy społeczeństwo zacznie
grać w grę gigantów
internetowych na całego, to
znaczy kiedy przynależność
do hierarchii społecznej będzie
zależała od mierzonego
poprzez smartfon konformizmu,
którego
najwyższym ideałem jest
bycie trendy i
sztucznie miłym.
Wizja mrożąca krew w
żyłach, bo choć bezpośrednio nikt od technologii tutaj nie ginie,
to jednak sojusz
korporacji i państwa
premiuje pokornych
obywateli lepszym dostępem
do usług. Niepokornych,
zakłócających porządek
społeczny wyrzutków,
zamyka w aresztach.
To
oczywiście tylko pewien wycinek wszystkich produkcji Netfliksa,
jednak daje
on pewien ogląd sprawy. Netflix
rzeczywiście często stawia
technologię w
swoich wizjach przyszłości
w centralnym punkcie swoich
narracji. Sprawia to
wrażenie, jakby twórcy
filmów i seriali tej
platformy popierali pogląd o
deterministycznej naturze technologii, która
ma w
kwestiach społecznych rozstrzygające
znaczenie, górując nad
pozostałymi czynnikami i
wyznaczając kierunek oraz tempo przemian.
Często postęp
technologiczny niesie ze sobą
traumatyczne dla społeczeństw doświadczenia, włączając
w to więzienie,
prześladowania,
śmierć, a nawet możliwość
totalnej zagłady ludzkości.
Technologia staje
się narzędziem do
kontrolowania człowieka na
każdym kroku. Staje się środkiem
do osiągania totalitarnej władzy korporacji
i państw.
Wizje Netfliksa
nierzadko pokazują jakieś
pozytywne w założeniach technologie, które jednak zostają
wypaczone przez
rzeczywistość. Przypomina
to o tym, że sposób, w jaki
się z nich korzysta, nie jest z góry przesądzony i ostatecznie
zależy od
danego kontekstu społecznego.
Ta
ocena treści artystycznych
powinna być w kontekście
tego eseju rozciągnięta jednak na Netfliksa jako
na pewną jego całość, na
jego „bazę”, a nie tylko „nadbudowę”.
Netflix przy
planowaniu produkcji korzysta
z algorytmów bazujących na ogromnych ilościach danych na bieżąco
zbieranych na podstawie zachowań użytkowników. Usprawnia
w ten sposób kapitalistyczną
technologię produkcji nowego
typu telewizji, którą
ogląda prawie 160 milionów
ludzi na całym świecie. Wyznacza
w ten sposób trendy, w kierunku których powinny
zmierzać inne podmioty z tej
branży chcące
smakować tortu,
którym zajada się Netflix.
Narzuca w ten sposób
nie tylko, jakiego
charakteru podaż należy
oferować klientom, ale także
sposoby wykorzystania
konkretnych typów
technologii, znajdujących
się we własnym
łańcuchu produkcji. Wykorzystując
je, zwiększa ich potencjalną
użyteczność i ich wpływ
na technologiczne
kształtowanie przyszłości.
Ciężko
jest rozstrzygnąć czy
ponure dla człowieka wizje rozwoju technologii
to pewne ostrzeżenie
wysyłane w kierunku
współczesnych, czy na
zimno wyłożone realistyczne scenariusze
przyszłości,
a może też po prostu zwyczajne
zaspokajanie potrzeb widzów, którzy chcą czuć uzależniający
dreszczyk emocji. Mimo
wszystko Netflix wykorzystując swoją monopolistyczną pozycję może
przenosić środek ciężkości debaty publicznej i
promować pewne wartości i postawy. Mam
wrażenie, że paradoks
Netfliksa sprowadza się
ostatecznie do tego, że mając
wpływ na opinię publiczną może
w ten sposób wyczulić na niebezpieczeństwa wiążące się z
technologiami i zapobiec katastrofalnej
przyszłości.
* * *
Esej został napisany w ramach zaliczenia z przedmiotu „Film w internecie”. Na jego temat rozmawiałem później w Radio Opole w audycji „Rewiry kultury”.
Komentarze
Prześlij komentarz